niedziela, 7 kwietnia 2013

Co jeśli kaczka jest durszlakiem?




Nad znaczeniem pewnych słów w ogóle się nie zastanawiamy. Krzesło to krzesło, pies to pies, a słońce nigdy nie będzie trawą. O zachowaniach niewerbalnych też mówimy od zawsze „komunikacja niewerbalna”, bądź jeszcze ciekawiej – „mowa ciała”. Ale czy słusznie?

Naukowcy naprawdę sie nad tym spierają i od lat 60. (czyli od czasu, gdy świat naprawdę zainteresował się niewerbalnością) nie ustają w próbach poprawnego zdefiniowania, czym jest bądź nie jest komunikacja niewerbalna. A wiedzieć trzeba, że definicja nauce jest tak potrzebna, jak woda życiu na Ziemi. Co mówią nam więc definicje o komunikacji niewerbalnej?

W tym przypadku, jak w przypadku wielu innych terminów, nie warto sięgać do zasobów Wikipedii. Proponuję sięgnąć do książek. I tak okazuje się, że Paul Ekman twierdzi(ł), że komunikacja ta ogranicza się jedynie do tych zachowań niewerbalnych, które są kodowane i dekodowane świadomie. Peter Bull zaś obstawiał przy tym, że żaden sygnał czy zachowanie (nawet te świadome) nie jest komunikatywne, jeśli nie spełnia funkcji informacyjnej. Trzecia definicja, którą rozwinęli Wiener, Devoe, Robinson i Geller, mówiła o tym, że komunikacja niewerbalna musi być intencjonalna oraz opierać się na społecznie uznanym stystemie sygnałów między kodującymi i dekodującymi.* Można by wymieniać jeszcze kilka jeśli nie kilkanaście definicji, z których każda brzmiałaby podobnie i zawierałaby dodatkowe terminy. Która jednak jest słuszna? Z mojej perspektywy żadna. Dlaczego?

Opieram się w wielu swoich założeniach na tym co nazywam “pierwotnością”, a ta odnosi się wg mnie również do mowy ciała. Przyjrzyjmy się temu dokładniej. Nim powstała mowa - to co określamy komunikacją werbalną - człowiek, tak jak reszta zwierząt, operował niewerbalnością, bo przecież porozumiewać się jakoś musiał. Faktem jest więc, że każdy “sygnał” niewerbalny był komunikatem. Warto zaznaczyć w tym momencie, że komunikacja niewerbalna jest uwarunkowana społecznie. Co to znaczy? Żaden sygnał niewerbalny nie jest przypadkowy, żaden nie wykształcił się w nas “bez powodu”. “Zachowujemy się niewerbalnie” nie dla siebie, ale dlatego że żyjemy w społeczności. Proste?  Jak pokazuje doświadczenie, okazuje się że dla wielu osób, w tym także badaczy zajmujących się komunikacją, wszystko co jest niewerbalne jest nieistotne. Jest zabawką, jakąś bliżej nieokreśoną “pozostałością” po naszej przeszłości “przedkulturowej”, której nie można nazywać komunikacją. Niektórzy dopuszczają ewentualność, że niewerbalność można potraktować jako mały dodatek do werbalności. To ostatnie nasuwa ciężką do obrony hipotezę - wg nich komunikacja niewerbalna nie może istnieć bez komunikacji werbalnej i co więcej, nie istniała przed pojawieniem się kultury.** Cóż... spójrzmy może więc na najbardziej “dostępne” nam do obserwacji “pierwotne” istoty - na niemowlęta. Płacz małego dziecka, to komunikat - chcę jeść/jest mi za ciepło/jest mi za zimno/brakuje mi towarzystwa - który istnieje przed i bez mowy, a tym bardziej bez wpływu kultury na niemowlę. Dodam jeszcze, że już 2 lata temu naukowcy z Tokio udowodnili, że dzieci uśmiechają się już w łonie matki, co również zdarza się niedługo po urodzeniu, a także później. Bez wątpienia dzieci rozpoznają również wyraz twarzy, który wyraża negatywne emocje, a także reagują strachem na dźwięki, które nie są dla nich “przyjemne”. Zdaje się, że nikt dzieciom nie tłumaczył, czym jest złość, radość, strach, obrzydzenie itp., a mimo tego rozpoznają oraz okazują je bezbłędnie. Wszystko to, to komunikaty, które mają dziecku zapewnić bezpieczeństwo i właściwy rozwój. Ciężko zgodzić się z pomysłem, by dzieci płakały dla samych siebie.

Pytają mnie czasem - co jeśli kaczka jest durszlakiem? Odpowiadam - komunikacja niewerbalna zawsze była, jest i będzie komunikacją. A czy Was do tego przekonałam?

















* Dokładny opis perspektywy definicyjnej znajdziecie w książce Dale G. Leathers “Komunikacja niewerbalna” PWN, Warszawa 2007.
**Z tego co słyszałam, wg  tzw.“miłośników kultury” człowiek pojawił się w momencie powstania kultury, a wszystko co było przed nią jest nieistotne, ponieważ wtedy człowiek nie był człowiekiem, tylko był zwierzęciem.

niedziela, 24 lutego 2013

To nie jest blog dla...




Nie będę Ci wmawiać, że jestem specjalistą w dziedzinie „czytania mowy ciała”, nie jestem też coachem, który z nieschodzącym z twarzy uśmiechem, będzie Ci powtarzał, że to mowa ciała jest najważniejsza w całej komunikacji międzyludzkiej. Nie powiem Ci także, czy to, że „on się uśmiechnął”, znaczy, że będzie Twoim mężem. Nie podpowiem również, jakie triki trzeba stosować, aby dobrze sprzedać siebie, albo jakiś produkt. Nie zajmuję się również dyskusją nad tym, jakich metod używają politycy, aby przekonać do siebie innych ludzi.

Tym, co nazywane jest „komunikacją niewerbalną” interesuję się od jakiegoś czasu. Wcześniej był to po prostu „dodatek”, który podświadomie wykorzystywałam w życiu codziennym i gdy doradzałam znajomym, jak rozwiązać ich problemy nazwijmy to „psychologiczne”. Z czasem stało się to moją główną fascynacją, którą postanowiłam porządnie zgłębić. Wtedy to też trafiłam na artykuł, którego tytuł brzmiał mniej więcej „To jak trzymasz filiżankę, powie jakim jesteś człowiekiem.” Zszokowana zaczęłam przeszukiwać Internet i wtedy, ku mojemu szczeremu zdziwieniu, okazało się, że sieć jest zalana podobnymi artykułami, blogami, poradnikami itp., napisanymi przez domorosłych specjalistów, którym zależy tylko na tym aby „sprzedać i zarobić”. Trafiłam również na mnóstwo opinii, które, krótko mówiąc, podważały słuszność badań nad mową ciała i negatywnie odnosiły się do wszystkich poradników i szkoleniowców zajmujących się tą tematyką. Szczerze? Wcale im się nie dziwię.  

Po co więc ten blog? Można by powiedzieć „kolejny” na ten sam temat? Dlatego że to nie jest blog dla ludzi, którzy mowę ciała traktują jako fanaberię i wymysł zastępów instruktorów i coachów. To nie jest blog dla ludzi, którzy szukają szybkich rozwiązań i łatwych odpowiedzi. To również nie blog dla owych szkoleniowców poszukujących „złotych i nieomylnych” trików, które mogliby sprzedać dalej.
To blog dla ludzi takich jak ja, którzy w mowie ciała szukają wskazówek, pomagających zanalizować ludzkie postępowanie. Blog dla tych, którzy faktów poszukują w rzetelnych badaniach naukowych, a nie w horoskopach. Dla tych, którzy lubią odkrywać prawdę.